Poznaj siebie

Poczucie krzywdy trzeba przezwyciężyć

Poczucie krzywdy wewnętrznie zamyka i blokuje. Gdy utrwali się i zagnieździ w ludzkiej duszy, staje się trucizną życia – każdego życia: duchowego, małżeńskiego, rodzinnego, zakonnego. Poczucie krzywdy sprawia, że człowiek nie może cieszyć się pełnią życia.

Burzliwe emocje skrzywdzenia – żal, gniew, złość, nienawiść, chęć zemsty, zazdrość – tak koncentrują skrzywdzonego na sobie, że wręcz niemożliwe staje się spokojne i pogodne szukanie Boga, modlitwa, przyjaźń, życie rodzinne, praca, lektura. Człowiek, który żyje i oddycha krzywdą, nie jest w stanie – jak mówi św. Ignacy Loyola – Boga chwalić, czcić i Jemu służyć, a przez to zbawiać duszę swoją (por. Ćd 23).

Kiedy poczucie krzywdy nas boli, wówczas bardziej jesteśmy skłonni słuchać naszych zbolałych emocji niż słowa Bożego; uważniej wpatrywać się w nasze poranienia i rany niż w oblicze Jezusa. Przejmujący ból krzywdy zdaje się wówczas dominować nad wszystkimi innymi odczuciami, przeżyciami, myślami, pragnieniami czy tęsknotami. A kiedy poczucie krzywdy zakorzeni się w nas i utrwali, doświadczamy wewnętrznego oporu, by go w sobie pokonać i przekroczyć.

Krzywda broni się w skrzywdzonym. Doznając poczucia krzywdy, jesteśmy skłonni widzieć raczej błędy innych niż własne, oskarżać bliźnich niż siebie samych.

Któż z nas nie czuł się skrzywdzony?

Wielu ludzi cierpi z powodu niesprawiedliwego traktowania przez bliskich – rodziców czy rodzeństwo. Jakże wielu z nas z przykrością wspomina dzieciństwo także z powodu odrzucenia przez rówieśników. Doświadczenia szkolne wielu kojarzą się z krzywdzącym traktowaniem przez nauczycieli i wychowawców. A okres dorastania? Jakże wiele sytuacji w tym trudnym czasie odbieraliśmy jako raniące i niesprawiedliwe. Nierzadko wydawało się nam, że cały świat jest przeciwko nam.

A cóż powiedzieć o ludzkiej miłości? To, co dla młodego człowieka winno być najpiękniejszym wspomnieniem na całe życie – zauroczenie, zakochanie, pierwsze doświadczenia erotyczne – przemienia się nieraz w istny koszmar z powodu doznanego przy tej okazji upokorzenia, wykorzystania i braku szacunku. Młodzi potrzebują czasami kilku lat, by pokonać lęk przed oddaniem się drugiemu w miłości.

Dla wielu małżonków, szczególnie dla kobiet, związek małżeński jest jednym wielkim pasmem krzywdy: codziennego poniżania, psychicznej i fizycznej przemocy. Nadużywanie alkoholu czy narkotyków to częsta okoliczność wyrządzania innym krzywdy. Ileż dzieci cierpi z powodu nadużywania alkoholu przez ich rodziców. Syndrom dorosłych dzieci alkoholików dotyka w Polsce miliony osób. Te bolesne doświadczenia wymagają leczenia i wewnętrznego uzdrowienia. Jeżeli syn nie uleczy doznanej od ojca krzywdy, ryzykuje, że popełni w życiu te same błędy, co jego rodzic.

Nie tylko w domu rodzinnym

Bywamy krzywdzeni nie tylko w domu rodzinnym. Nierzadko miejscem krzywdy staje się praca. Wielu czuje się krzywdzonych przez przełożonych. Ludzie władzy nadużywają nieraz swoich kompetencji: manipulują wolnością podwładnych, wykorzystują ich, stosują przemoc.

Jakże często ludzie czują się krzywdzeni w urzędach, w sądach czy po prostu na ulicy. Wielu z nas czuje się skrzywdzonych przez ludzi, którzy z racji wykonywanej profesji winni nam pomagać: nauczycieli, lekarzy, terapeutów, księży. I choć nasze subiektywne odczucie krzywdy nie zawsze odpowiada krzywdzie rzeczywistej, ponieważ nowe krzywdy nakładają się na stare, wyniesione jeszcze z okresu dzieciństwa, to jednak i one bolą.

Każde skrzywdzenie jest trudnym wspomnieniem, do którego wracamy z przykrością. O doznanej krzywdzie, szczególnie gdy jest ona długotrwała, nie da się po prostu zapomnieć. Każda krzywda to pozbawianie człowieka dóbr, które są mu potrzebne do godnego życia. Do krzywdy nie można się przyzwyczaić. Krzywda trwająca wiele lat ciągle boli – od pierwszych dni ludzkiego istnienia aż do śmierci. Już niemowlę, które nie jest otoczone należytą troską i miłością, czuje się skrzywdzone i komunikuje to bezradnym, niekiedy wręcz rozpaczliwym płaczem. Człowiek krzywdzony zawsze cierpi; niezależnie od wieku, religii, wykształcenia, pozycji społecznej czy statusu materialnego.

Nie da się uciec od krzywdy

Opowiadanie o swojej krzywdzie innym to tylko jeden ze sposobów radzenia sobie z krzywdą. Wielu ludzi przyjmuje inne rozwiązanie. Kiedy świadomość doznanej krzywdy jest dla nich zbyt bolesna, reagują wręcz przeciwnie: nie chcą o niej pamiętać. Stąd też spychają ją w lochy podświadomości. W jakiś przedziwny sposób – jak im się zdaje – zapominają o doznanych krzywdach. Dla pewnych osób dzieciństwo, a nieraz i okres dojrzewania pokryte są – z powodu wielkich krzywd doznanych w tym czasie – „białymi plamami zapomnienia”. W taki sposób ludzka psychika broni się przed dotkliwym bólem krzywdy.

Zapomnienie o krzywdzie jest jednak tylko pozorne. Doznane krzywdy pracują w nas głębiej. Ujawniają się one nieraz we wrogości i niechęci do ludzi, w ciągłym poczuciu zagrożenia, w odczuwanych lękach, w stanach depresji. Powszechność stanów depresyjnych dzisiaj wiąże się niewątpliwie z powszechnością krzywdy doznawanej w relacjach rodzinnych i małżeńskich.

Stawić czoła krzywdzie

Atmosfera ciszy, refleksji i modlitwy staje się szczególną okazją do „odzyskania pamięci” i uświadomienia sobie bólu doznanych krzywd. To, co w czasie modlitwy traktujemy nieraz jako rozproszenie – na przykład myśli krążące wokół krzywdy i krzywdziciela – bywa tak naprawdę owocem działania Ducha Świętego, który jest Duchem prawdy, miłosierdzia, przebaczenia i pojednania.

Lękowe zepchnięcie krzywdy w lochy nieświadomości nie rozwiązuje bowiem problemu. Wręcz odwrotnie. Krzywda „zapomniana” i ukrywana nie przestaje oddziaływać destrukcyjnie. W psychologii zepchniętą do podświadomości krzywdę porównuje się z niegrzecznym dzieckiem, które zostaje wyrzucone przez rodzica z mieszkania do piwnicy. Gdy już wydawało mu się, że wreszcie ma spokój, dziecko na znak protestu uderza młotkiem w piwniczne rury, a hałas roznosi się już nie tylko w jednym mieszkaniu, ale w całej kamienicy. Głębokie doświadczenie krzywdy można też porównać do infekcji grypowej, która wyleczona do końca bywa niegroźna. Zlekceważona zaś i zaniedbana „ukrywa się”, by z czasem ujawnić się w ciężkich pogrypowych powikłaniach.

Różnorakie krzywdy, których doświadczamy, na ogół nie są aż tak groźne. I chociaż są boleśnie odczuwane, to jednak leczone nie mają destrukcyjnego wpływu na nasze życie. Jednak krzywdy podtrzymywane i pielęgnowane czy też przeciwnie spychane w podświadomość mogą zatruwać wszystko, czym żyjemy na co dzień: nasze więzi z Bogiem, relacje z bliźnimi oraz z sobą samym.

Psycholog Jerzy Mellibruda w książce Pułapka nie wybaczonej krzywdy pisze: „Czasami poczucie krzywdy przeradza się w bardzo głęboko przeżywany stan negatywny, który może pozostawić trwałe i destruktywne ślady w psychice. I w konsekwencji wywierać wpływ na cały sposób życia. Wokół poczucia krzywy może ukształtować się specyficzna formacja psychiczna, bolesna pułapka zamykająca człowieka na wiele lat”.

Próba ukrywania i maskowania krzywdy sprawia, iż człowiek skrzywdzony – w sposób wręcz niezauważalny dla siebie, ale widoczny dla otoczenia – sam przemienia się z ofiary w krzywdziciela. Dorośli, którzy krzywdzą swoje dzieci, to zwykle osoby, które same zostały skrzywdzone w okresie dzieciństwa i dorastania. Krzywdy ludzkiej nie da się bowiem ukryć. Można ją jedynie zaakceptować, „odcierpieć” i w ten sposób ją przezwyciężyć.

Pragnienie pokonania poczucia krzywdy

Aby pokonać w sobie poczucie krzywdy, trzeba tego bardzo pragnąć. Pomoc duchowa czy psychologiczna nie przyniesie owoców, jeśli sami szczerze i odważnie nie zaangażujemy się w wewnętrzne uzdrowienie. Skuteczność wszelkiej pomocy zależy od zaangażowania w proces leczenia z poczucia krzywdy: w pojednanie z sobą, Bogiem i bliźnimi.

Jeżeli korzystamy z pomocy ludzkiej: psychologicznej i duchowej, ona szybko wydaje owoce wewnętrznego uzdrowienia. Dla autentycznego uzdrowienia z poczucia krzywdy bardzo ważne jest głębokie życie duchowe. Winniśmy więc obficie korzystać z przepowiadania słowa Bożego, sakramentu pokuty, kierownictwa duchowego, Eucharystii.

Jeżeli chcemy pomagać innym, musimy jako pierwsi pokonać w nas poczucie krzywdy. Kiedy człowiek żyje w poczuciu krzywdy, jego rady są zarażone własnym poczuciem krzywdy. Mogą nawet wprowadzać innych w błąd. Każdą doznaną krzywdę winniśmy traktować jako ważne życiowe zadanie.

Nasze leczenie z poczucia krzywdy rozpoczyna się, gdy zaczynamy wierzyć, że jest ono możliwe. Jeżeli Jezus wzywa nas do przebaczenia naszym winowajcom siedemdziesiąt siedem razy (por. Mt 18, 22), to jednocześnie daje nam łaskę, byśmy mogli tego dokonać. Krzywda, przyjęta w jedności z Chrystusem, przestaje być przekleństwem. Nie niszczy już i nie zatruwa życia. Staje się łaską i darem, dzięki któremu możemy otworzyć się na Boga, lepiej rozumieć siebie, z większą hojnością wyjść ku innym ludziom. To my sami, z pomocą Boga i ludzi, przemieniamy nasze przekleństwo krzywdy w błogosławieństwo i dar. Ból krzywdy – mocą ludzkiej pracy i siłą łaski Bożej – zostaje z czasem przemieniony w radość przebaczenia.

 

Józef Augustyn SJ


polecamy:

64544     54928

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *