Toksyczne związki - w stronę dobrej relacji

Nie psuj dziecku relacji z Bogiem i ludźmi

Bardzo wiele zależy od charakteru i jakości naszych relacji z innymi ludźmi. Poprzez kontakt z rodzicami dzieje ludzkiego życia zapisują się na trwałe od wczesnego dzieciństwa.

Psychologia wiary o dramacie nadziei
Dramat samotności i pustki emocjonalnej jest dramatem nadziei. Kalectwo emocjonalne rzutuje na całą przyszłość młodego istnienia. Psychologowie i pedagodzy mówią o zjawisku pierwotnej i wtórnej choroby sierocej. Pozostawia ona za sobą trwałe i nieodwracalne skutki. Często zdarza się, że okaleczona w dzieciństwie samotna matka nie potrafi pokochać własnego dziecka. Oddaje je z rozmysłem do zakładu opiekuńczego, bez cienia współczucia, „nie roniąc ani jednej łzy”. Czyni to z egoizmu, dla wygody, ze wstydu, dla kariery lub dla innej miłości. Tak tworzy się i przedłuża zamknięty krąg nieszczęść ludzkich. Cena, którą płacimy za błędy wychowania, jest bardzo wysoka. Dzieje ludzkiej krzywdy sięgają w całe pokolenia. Osamotnione dzieci na świecie wpływają potem na bieg jego dziejów. Krzywda idzie ze skargą przed oblicze samego Boga po drugiej stronie życia.

Dziecko rodzi się z potrzebą kontaktu. Świadczy o tym już jego uśmiech pojawiający się na bodziec słuchowy w pierwszych tygodniach życia, a około 4.– 6. miesiąca na widok twarzy matki. U noworodka potrzeba kontaktu z matką może być silniejsza od głodu. Więź osobowa i przywiązanie są równie silną potrzebą jak głód fizyczny. Uszkodzenie sfery emocjonalnej we wczesnym okresie życia jest przyczyną późniejszych zakłóceń w kontaktach międzyludzkich, źródłem agresywności, zgorzknienia i osamotnienia. Jest to antyteza życzliwości, przyjaźni, czułości i miłosierdzia – w sumie dramat nadziei w życiu człowieka. Sieroca samotność małego dziecka dosięga drugiej strony ludzkiego życia. To ona powoduje często sierocą samotność dorosłego lub starego człowieka, pozbawionego nadziei na ciepło ludzkich uczuć.

Zastanawia fakt, że dzieci długo przebywające w domach dziecka mało płaczą. Nauczyły się znosić kary, cierpienie i ból bez łez. Zostają okaleczone na całe życie, jeżeli w pobliżu nie znajdzie się osoba, która rozładuje nagromadzone w nich uczucie strachu, pocieszy i obroni. Niezaspokojona potrzeba miłości, przynależności i bezpieczeństwa powoduje długotrwałe, destrukcyjne skutki psychiczne. Jest w tym wyraźna analogia do niezaspokojonych potrzeb biologicznych, które rodzą negatywne następstwa w rozwoju fizycznym dziecka. Nadzieja na spełnione życie może rozwijać się tylko w atmosferze życzliwości, przyjaźni, czułości i miłości.

Miłość i zdolność do współ‑odczuwania są największą inspiracją dla aktywności pozytywnej i twórczej. Systemy oświatowe zwiększają coraz bardziej u dzieci wydolność umysłową, co z kolei umożliwia postęp nauki. Trudności pojawiają się wtedy, gdy nie zostaje zachowana proporcja między rozwojem umysłowym i rozwojem uczuciowym. Nie wolno rozwijać ludzkiego umysłu kosztem innych sfer psychicznych. Intelektualne sukcesy ludzkości nie są bynajmniej gwarancją polepszenia relacji między ludźmi.

Nie bez powodu socjologowie mówią dzisiaj o „samotności w tłumie”, wynikającej z zaniku emocjonalnej łączności między ludźmi. Nadzieja na lepszą przyszłość jest nieodłączna od rozwijania zdolności do współ‑odczuwania ludzkiego losu, owej compassion, której wartości edukacyjnej wciąż należycie nie doceniamy.

Pedagogia miłosierdzia i nadziei a nasze wyobrażenia o Bogu
Psychologowie zwracają uwagę na możliwość powstawania u dziecka również deformacji w kształtowaniu się wyobrażeń o Bogu. Sprzyja temu sam charakter jego myślenia i wyobraźni. Pod wpływem obrazu rodziców przenosi ono na Boga cechy ludzkie. Konkretny i obrazowy sposób jego myślenia na wczesnym etapie rozwoju sprawia, iż rzeczywistości niewidzialnej nadaje ono rysy antropomorficzne, opierając się zwłaszcza na doświadczeniach zdobytych w kontakcie z rodzicami i innymi ludźmi. Niebezpieczeństwo pojawia się wraz z przeniesieniem na Boga negatywnych cech obrazu własnych rodziców. Pojęcia dotyczące sfery religijnej będą wówczas siłą rzeczy zdeformowane, to zaś utrudni późniejsze życie wiary.

Chrześcijańskiej teologii miłosierdzia nie da się pogodzić z represyjnym modelem wychowania. Może on okazać się równie destrukcyjny jak szerzący się obecnie model całkowitego luzu, pozwalający na wszystko i nieznający żadnych ograniczeń. Błędne metody wychowawcze sprawiają, że dziecko, a potem młody człowiek przedstawiać będzie sobie Boga niemal jak groźnego policjanta pilnującego porządku i rejestrującego wszelkie wykroczenia. Kto grozi dziecku „karą Boską” i „gniewem Bożym”, utwierdza w nim wyobrażenie o Bogu karzącym, którego trzeba się lękać jak kogoś nieżyczliwego i groźnego, czyhającego na ludzkie potknięcia, stającego zawsze po stronie silniejszych.

Rodzi się pokusa, aby takiego Boga całkowicie wyprzeć ze swojego istnienia i żyć „po swojemu”. Droga dziecka do Boga zostaje w ten sposób utrudniona na długie lata, a być może na całe życie. Okazuje się to zwłaszcza w czasie trudnych doświadczeń, gdy życie zdaje się tracić swój sens. Zaufanie zostało podważone przez nadużywanie przez rodziców przemocy i kary, tym bardziej, jeżeli powoływali się przy tym na Boga i Jego nakazy. Zaufanie zostaje również podważone, gdy Bóg jawi się jako przeciwnik ludzkiej wolności, radości i szczęścia.

ks. Wacław Hryniewicz


Polecamy:

75560     75197     74674     75559     62101

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *