Depresja - jest wyjście z mroku

Czy masz objawy depresji? Cz.4: Zmęczenie i spowolnienie

Zmęczenie i znużenie

Częstym objawem depresji jest przytłaczające zmęczenie. To jednak zupełnie inny rodzaj zmęczenia niż wycieńczenie po ciężkim dniu pracy lub intensywnym wysiłku fizycznym. Po długiej jeździe rowerem lub trudnej wędrówce górskiej odczuwa się „przyjemne zmęczenie”. Wiemy, dlaczego jesteśmy zmęczeni, wiemy też, że gdy odpoczniemy, zmęczenie minie.

Zmęczenie w stanie depresji nie jest wynikiem uprzedniego wysiłku. Energia została roztrwoniona. Zmęczenie wydaje się nieodłączną częścią osoby i nie znika nawet po spokojnie przespanej nocy w wygodnym łóżku. Ścięgno wcześniej mocno napięte jest teraz tak wiotkie i cienkie jak nić bawełny. Depresja może w tajemniczy sposób wysączyć dawną witalność z ciała i głowy. Nawet czynności, które wymagają niewiele energii – zmiana pieluchy dziecku, zmywanie naczyń, naprawa dętki rowerowej – mogą prowadzić do wyczerpania. Czasami więc jedyna rzecz, do której osoba dotknięta depresją jest nadal zdolna, to podtrzymywanie jakiegoś działania pozornego.

Pacjent cierpiący na depresję nie radzi sobie zupełnie lub prawie zupełnie z dbaniem o własne ciało. To zaniedbanie siebie, podobnie jak wycofanie się z kontaktów społecznych, nie jest wynikiem świadomej decyzji. Chory chce, ale nie jest w stanie nic zrobić.

W przypadku umiarkowanej lub ciężkiej depresji dużym wysiłkiem dla cierpiącej na nią osoby jest także podtrzymywanie kontaktów. Czasami przerasta ją nawet odebranie telefonu lub odpowiedzenie na dzwonek do drzwi, nie mówiąc już o wyjściu z inicjatywą spotkania czy pielęgnowaniu relacji.

Mam umówioną wizytę u fryzjera. Już się jej boję, choć to dopiero za trzy godziny. Jak mam plotkować z moją wylewną fryzjerką, kiedy już samo zmuszenie się do uśmiechu przychodzi mi z najwyższym trudem? Moja twarz jest równocześnie miękka jak wosk i twarda jak kamień. Mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa.

Spowolnienie lub nieustanne pobudzenie

Na pewno zdarzyło ci się chodzić w wodzie o głębokości półtora metra. Wiesz zatem, że znacznie trudniej jest poruszać się w niej niż normalnie chodzić po brzegu. Wyobraź sobie teraz, że znalazłeś się w basenie, który zamiast wodą został napełniony syropem. Ile energii kosztowałoby Cię przemieszczanie się do przodu? Zadaję to pytanie, gdyż pewien mój pacjent porównał kiedyś swoją depresję do brodzenia w syropie.

Jednemu z objawów depresji – brakowi energii – towarzyszy również spowolnienie. Niektórzy eksperci zahamowanie psychoruchowe czy raczej „retardację” (dosłownie: „spowolnienie”) uważają za istotę depresji. Wskazują przy tym na słowa „przygnębienie” lub „chandra”, którymi chorzy próbują wyrazić swój stan ducha. Według ekspertów w ten sposób trafnie opisują swoje odczucie „przygwożdżenia do ziemi”, całkowitej lub prawie całkowitej niezdolności do jakiegokolwiek działania. A jeśli już pacjentowi uda się podjąć jakąś aktywność, to odbywa się to w zwolnionym tempie, dlatego faktycznie może mieć poczucie, że musi brnąć przez syrop.

Spowolnienie dotyczy nie tylko poruszania się, ale także myślenia. Pewien polityk cierpiący na depresję powiedział: „Moje obecne tempo myślenia znacznie odbiega od swego normalnego poziomu” (Klein 1994). Jeśli zadasz pytanie swemu bliskiemu choremu, może się zdarzyć, że odezwie się dopiero wtedy, kiedy już przestaniesz liczyć na odpowiedź.

Bywa i tak, że osoba w depresji sama nie dostrzega swego spowolnionego myślenia, zwłaszcza gdy depresja wkradła się w jej życie powoli i niezauważalnie. Nawet ludzie, którzy stykają się z nią na co dzień, często tego nie spostrzegają: zmiana przechodzi niezauważenie, ale natychmiast uderza tych, którzy przez dłuższy czas się nie widzieli i nie rozmawiali z chorym. Dostrzegają, że mówi wolniej i bardziej monotonnie niż dawniej i że bardziej ospale się porusza. Mają wrażenie, jakby oglądali go na zwolnionym filmie.

Człowiek w depresji oprócz tego, że działa w sposób spowolniony i z trudem powłóczy nogami, ma także wrażenie, że czas płynie wolniej. Wydaje mu się, że minuta trwa nie 60 sekund, ale co najmniej dwa razy tyle.

Podobnie jak lata psa, minuty depresji należą do sztucznej skali czasu. Pamiętam, jak leżałem w łóżku jak sparaliżowany i płakałem, bo bałem się wziąć prysznic, choć dobrze wiedziałem, że to nic złego. Wciąż na nowo przechodziłem w duchu poszczególne etapy wizyty w łazience: trzeba się odwrócić, postawić stopę na podłodze, wstać, przejść z pokoju do łazienki, otworzyć drzwi do łazienki, podejść do wanny, odkręcić kurek, ustawić się pod strumieniem wody, namydlić się, spłukać, wyjść z wanny, wytrzeć się i wrócić do łóżka. Dwanaście kroków, które wydawały mi się prawdziwą Drogą Krzyżową.

W niektórych przypadkach zamiast spowolnienia i zahamowania psychoruchowego występuje zjawisko przeciwne: niepokój, uczucie napięcia w całym ciele, a zwłaszcza w mięśniach. Pewien mężczyzna w depresji powiedział mi niedawno: „Jeśli nie leżę zwinięty w kłębek na kanapie, muszę się bez przerwy przechadzać nerwowo tam i z powrotem. Albo siadam w fotelu na biegunach i kołyszę się w poczuciu beznadziei”.

(Wkrótce omówimy kolejne objawy)

Huub Buijssen, Depresja, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012 r.


Polecamy:

                                   

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *